Prawosławny Ordynariat Wojska Polskiego

czcionka większa czcionka normalna czcionka mniejsza
12 lutego 2021
W jednego Boga
Boga "żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć” [1 Tym 6,16]. Nie powiedział tego ateista, nie agnostyk, nie poszukiwacz wiary, który wątpi, czy zwykły człowiek, który nie ma czasu na „wzniosłe”... Powiedział to apostoł Paweł, którego ognista wiara nawet po dwóch tysiącach lat pali każdego, kto bierze jego listy w swoje ręce.

Co w takim razie oznacza odwieczna wiara? Na co, ku komu jest skierowana? Co człowiek zawarł w najbardziej tajemniczym i niewytłumaczalnym słowie „Bóg”?

Do tej pory rozmawialiśmy o pierwszych dwóch słowach stwierdzenia „(Ja) wierzę w Boga”. O „ja”, od którego się zaczyna, i o wierze, którą wyznaje to „ja”. O wierze mówiliśmy, że jest to przede wszystkim rodzaj oddania się czy samopoświęcenia, które możliwe jest tylko wtedy, gdy ktoś zrozumie, komu może się oddać. Tak jak w przypadku miłości, która rozpala się w naszych duszach wraz z pojawieniem się ukochanej osoby. Umiłowanego jednak widzimy, a kiedy widzimy, rozpoznajemy, a kiedy rozpoznajemy - kochamy. Boga natomiast „nikt z ludzi nie widział”.

Czy oznacza to, że Go czujemy? Tutaj ujawnia się ubóstwo i bezradność naszych słów wobec wyrażenia tego, co najważniejsze, a pozostające zarazem również i niewysłowione. Jest bowiem całkiem oczywiste, że słowo „czuć” może oznaczać tak wiele różnych stanów i nastrojów, że one same nie mogą wyrazić naszego postrzegania Boga. Tak, niewątpliwie czujemy Boga, ale to uczucie jest dogłębnie odmienne od wszystkich innych naszych uczuć, będąc w stosunku do nich zupełnie innej natury. Uczucia są bowiem pod wieloma względami podobne do gustów, a o gustach się nie dyskutuje. Jeden lubi jedną rzecz, inny - inną, jeden czuje w taki sposób, inny w inny. Jeśli wiara jest jednym z tych ulotnych uczuć, jeśli zależy od naszych przemijających emocji, to naprawdę nie możesz się o nią spierać.

A właśnie do redukcji wiary do subiektywnego odczucia i ulotnej emocji uciekają się ci, którzy z nią walczą. Mówią oni, że „niektórzy wierzą w pechową liczbę 13, inni w klątwy i zaklęcia, inni w wodę święconą, a jeszcze inni w jeszcze coś innego!” I tak okazuje się, że za wiarą nie ma ani solidnej wiedzy (bo Boga nikt nie widział), ani choćby jednego uczucia (bo uczucia zależą od temperamentu człowieka). Dlatego chciałbym powtórzyć: słowo „uczucie” nie wystarczy, bo trzeba je wyjaśnić, oczyścić ze wszystkiego, co nie ma nic wspólnego z samą wiarą.

W czym jednak zawiera się wyjątkowość, absolutna osobliwość stanu, który nazywamy wiarą? W tym, że jest ona odpowiedzią. Odpowiedzią, która nie tylko zakłada obecność kogoś, komu się odpowiada, ale także potwierdza tę obecność. Można by powiedzieć trochę inaczej: wiara jest poruszeniem, kontrreakcją. Poruszeniem nie tylko duszy, lecz całego człowieka, całej jego istoty, która nagle coś rozpoznaje i poddaje się temu, co rozpoznała. W języku chrześcijaństwa właśnie o tym mówi się, że wiara jest od Boga, z Jego powołania. Jest to zawsze odpowiedź na Niego, czyli ludzkie oddanie się Temu, który sam Siebie również oddał. Pascal powiedział o tym zadziwiająco: „Bóg nam mówi: nie szukałbyś Mnie, jeśli jeszcze byś nie znalazł”.

I właśnie dlatego, że wiara jest odpowiedzią, wzajemnym ruchem, to zawsze pozostaje w niej poszukiwanie, pragnienie i walka. Szukam w sobie, w swoim doświadczeniu, odpowiedzi na pytanie „Dlaczego wierzę?” - i nie znajduję jej. Kim jest dla mnie Bóg? Kluczem do zrozumienia świata i życia? Nie, ponieważ jest dla mnie oczywiste, po pierwsze, że to nie z powodu pragnienia tego zrozumienia wierzę w Niego, a po drugie, że moja wiara w Niego po prostu nie wyjaśnia wszystkich tajemnic i zagadek świata. Nieraz musiałem stać przy łóżku dziecka konającego w straszliwej agonii. I czy mógłbym coś „wyjaśnić” otaczającym mnie osobom, „religijnie usprawiedliwić”, jak to czasami mówią, te męki, tę śmierć? Nie! Mogłem powiedzieć tylko jedno: „Bóg jest tutaj, Bóg jest!” Mogłem tylko wyznać całą niewspółmierność Jego obecności z naszymi bolesnymi, ziemskimi pytaniami.

Nie, wiara nie rodzi się z potrzeby wyjaśniania. Ale skąd w takim razie? Ze strachu przed pośmiertnymi mękami? Z namiętnego i ostatecznie egoistycznego wewnętrznego pragnienia, by nie zostać całkowicie unicestwionym? Nie, bo dziecinną paplaniną wydają mi się najinteligentniejsze filozoficzne rozważania na temat życia pozagrobowego, wieczności itd. Cóż ja o tym wszystkim wiem? Co mogę powiedzieć innym? Nie dlatego przecież wierzę w Boga, bo chcę życia pozagrobowego i wieczności, ale wierzę w życie wieczne, ponieważ wierzę w Boga.

Tak więc na to pytanie ponad wszystkie pytania "Dlaczego wierzę?" można odpowiedzieć tylko jedno: ponieważ Bóg dał mi tę wiarę i daje mi ją cały czas. Dał ją jako dar, w realności którego utwierdza mnie ta absolutnie niezależna od niczego na świecie radość i ten absolutnie niezależny od niczego pokój, które odczuwam w sobie w tych chwilach, kiedy słowo "Bóg" przestaje być tylko słowem, a staje się wylewającym się na mnie wodospadem światłości, miłości, piękna i prawdziwego życia. „Pokój i radość w Duchu Świętym” [Rz 14,17] - tak powiedział o tym apostoł Paweł i nie potrzeba innych słów. Gdy bowiem wierzysz i żyjesz wiarą, słowa nie są potrzebne, a są nawet niemożliwe.



Tekst: [za: cerkiew.pl] O. Aleksander Schmemann tłum. Jakub Oniszczuk
Foto: Archiwum POWP

generuj pdf
go-up
Kontakt

Prawosławny Ordynariat Wojska Polskiego
ul. Żwirki i Wigury 9/13 (wejście od ul. Hynka 2)
00-909 Warszawa
tel. 261848752
fax. 261847745
Ordynariat.info@gmail.com

    
  • BIP